Ekran w życiu dziecka

Mam 2 lata. Kiedy zaczynam płakać mama włącza mi bajkę. Obrazki są głośne.

Przestaję płakać. Patrzę w ekran.

Mam 3 lata. Nie chciałem jeść obiadu, więc mama włącza mi bajkę i zaczyna karmić.

Przestaję płakać. Patrzę w ekran.

Mam 4 lata. Kiedy jestem zły mama włącza mi bajkę.

Przestaję płakać. Patrzę w ekran.

Mam 8 lat. Po szkole mama włącza mi bajkę.

Patrzę w ekran.

Mam 18 lat.

Chodzę do psychoterapeuty, bo nie wiem jak sobie poradzić z emocjami.

Rodzicielstwo jest jedną z najtrudniejszych ról jaką mamy do odegrania. Nieprzespane noce, ciągłe zmęczenie, życie w biegu. Przewijanie, karmienie, spacer. Przedszkole, praca, lekarz. Obiad, zakupy, pranie. Ciągle w ruchu, ciągle w biegu. Ciągle dla kogoś. Powiedzmy sobie wprost – nie jest łatwo. I są takie momenty kiedy potrzebujemy pójść w łatwość. Bajka. Remedium na całe zło. Byleby tylko nie płakał. Byleby przez chwilę w domu była cisza.

Ale czy to jest dobry pomysł?

W pierwszych latach życia dziecko intensywnie rozwija zdolności poznawcze, emocjonalne i ruchowe. Aby mogło się prawidłowo rozwijać potrzebuje więc dorosłego, którego będzie mogło naśladować, słuchać jego mowy, uczyć się nazywać i okazywać emocje.

Ekran, na którym pojawiają się szybko zmieniające się obrazy i intensywne dźwięki są dla małego dziecka zbyt silnym bodźcem. Układ nerwowy zamiast się wyciszyć przebodźcowuje się co powoduje, że po wyłączeniu telewizora/tabletu/telefonu nasz maluch jest rozdrażniony i kompletnie nie potrafi sobie poradzić z przeładowaniem. Dodatkowo ekrany zakłócają rozwój emocjonalno-społeczny, opóźniają mowę, pogarszają koncentrację i pamięć, zaburzają regulację emocji. Coraz częściej spotykamy się z tym, że psychologowie mylą spectrum autyzmu z objawami zbyt dużej ilości ekranów.

Co więc zamiast ekranu?

Najlepiej wspólne aktywności. Takie, które pomogą się również zrelaksować dorosłemu – czytanie, puzzle, gry planszowe, wspólna kąpiel. A jeśli potrzebujemy minuty ciszy włączmy audiobooka, który rozwija wyobraźnię bez patrzenia w ekran.

Bo naprawdę się da.

Powiązane artykuły

Odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *